Dwie takie osoby na milion – Krystyna i Kazimierz Szczęchowie

-3_1024_1083_80“Prawda jest taka, że ciężko pracujemy i po prostu pomagamy ludziom. Zawód lekarza to praca od rana do wieczora, do tego dochodzą dyżury… W paradzie bierzemy udział od wielu lat, sponsorujemy też platformę z Wallington. Poza tym staramy się jak najlepiej leczyć naszych pacjentów” – mówi pani Krystyna, zapytana o społeczne zaangażowanie pary lekarzy z New Jersey.

Internistka i anestezjolog

Poznali się jako studenci. Uczyli się w Akademii Medycznej w Lublinie. Pracować zaczęli w Polsce – ona w rodzinnej Stalowej Woli, on w Rzeszowie. Decyzja o wyjeździe z kraju była jednoznaczna z podjęciem ryzyka – czy uda im się wejść na amerykański rynek pracy. Mimo że oboje wyjechali z Polski jako lekarze specjaliści, za granicą – oprócz egzaminów nostryfikacyjnych – czekały ich szkolenia specjalistyczne zarówno w USA, jak i w Kanadzie.

“Medycyna w Stanach Zjednoczonych wciąż jest na najwyższym poziomie – pod względem technologii, poziomu nauki i możliwości. Pomimo niedoskonałego systemu ubezpieczeń zdrowotnych jest to prawdopodobnie najlepsza opieka medyczna na świecie. Nawet dla ludzi, którzy nie mają ubezpieczenia – wyjaśnia pan Kazimierz. – To ciągle kraj, w którym jeśli się chce i ciężko się pracuje, to się do czegoś dochodzi”.

Pani Krystyna ma swoją grupę medyczną i gabinety w Garfield, Wallington, Clifton. W Clifton swoje centrum medyczne i w pełni wyposażoną salę operacyjną ma także pan Kazimierz. Przez lata wypracowywali sobie społeczne zaufanie i szacunek. “Pacjentowi trzeba poświęcić trochę czasu i go zbadać. Wielu lekarzy, wykształconych w tym kraju, polega bardziej na wynikach badań. Nie rozbierają i nie dotykają pacjentów, a to nierzadko jest najważniejsze” – mówi pan Kazimierz na temat podejścia do chorych. “Pacjenta trzeba wysłuchać – dodaje pani Krystyna. – Mam bardzo dużo amerykańskich pacjentów, z różnych grup etnicznych: Włochów, Hiszpanów. Każdy chce, żeby dobrze się nim zająć”. Przyjmują każdego, bez względu, czy ma ubezpieczenie, czy nie. “Nie dostajemy pieniędzy na leczenie osób nieubezpieczonych, dlatego musimy pobierać od nich opłaty, ale stawki dla takich pacjentów mamy najniższe, jakie możemy dać. Poniżej tej kwoty musielibyśmy dokładać z własnej kieszeni” – wyjaśnia pani Krystyna.

“Rzadko można spotkać takiego człowieka – mówi jedna z pacjentek Kazimierza Szczęcha, Anna Marcinkiewicz. – Pierwszy raz spotkałam się z takim lekarzem. Przyjeżdżam do niego z Pensylwanii. Nie mogłam chodzić, a on postawił mnie na nogi. Wieczorami zdarza mu się zadzwonić i zapytać, jak się czuję. Brak mi słów podziwu”. Wtóruje jej Lucy Gublliota, wypowiadając się o Krystynie Szczęch: “To osoba jedna na milion. Jest wspaniałym lekarzem, jakich nie ma wielu. Jeśli nie jest czegoś pewna, zrobi wszystko, żeby poznać odpowiedź. Od lat leczy mojego męża. Każdego dnia dziękuję Bogu, że ją mamy”. Piotr Krzysik dodaje: “Bardzo mi pomogła. Gdyby nie ona, wylądowałbym na wózku. Skierowała mnie do szpitala, w którym otrzymałem bardzo dobrą opiekę. To lekarz godny polecenia. Oboje z mężem troszczą się o swoich pacjentów. Nie wiem, co by z nami było, gdyby nie oni”.

“Nie mamy wiele wolnego czasu” – twierdzi pani Krystyna. “Zazwyczaj, kiedy nie wytrzymujemy już stresu związanego z naszą pracą, bierzemy wolne i jedziemy na wakacje – wyjaśnia pan Kazimierz. – Staramy się zwiedzać świat, dlatego nie mamy ulubionych miejsc, do których wracamy. Staramy się zobaczyć jak najwięcej”. Wyjątkiem na mapie ich podróży jest Polska. “Jesteśmy tam 2-3 razy w roku – podkreśla pan Kazimierz. – Odwiedzamy rodzinę mojego brata, który też jest lekarzem”. “Lekarzem jest także moja siostra, jej mąż, ich córka i zięć, który czeka na profesurę i będzie jednym z najmłodszych profesorów w Polsce” – dodaje żona. Kiedy przydarzy im się wolne popołudnie, jadą na Broadway. Lubią i klasyki, i nowości. Ostatnio wybrali się na “Spidermana”.

Emigracja

“Dziś wiem, że decyzja o wyjeździe, choć może wymuszona, była jedną z najlepszych, jakie podjęliśmy w naszym życiu” – wyznaje pan Kazimierz.

On wyjechał w 1985 roku. “Nie wiem, dlaczego, ale uwzięto się na mnie. Władza chciała koniecznie, żebym był lekarzem wojskowym. Ale za tym stała polityczna propaganda, na którą nie mogłem przystać – wyjaśnia. – Na lotnisku przechodziłem przez nieskończona liczbę bramek. Bałem się, że każdej chwili mogę zostać zatrzymany. Dobrze, że nie było wtedy komputerów, bo list wysłany za mną nie zdążył dojść do celników. Wyjechałem po cichu. Kiedy usiadłem w samolocie, wiedziałem, że do kraju już nie wrócę” – opowiada pan Kazimierz.

“Po przyjeździe do USA rzuciła mi się w oczy różnica między propagandą na temat Stanów w Polsce a rzeczywistością. Amerykańskie społeczeństwo pokazywane było jako zdemoralizowane, niezdrowe, przeżarte narkotykami. A ja trafiłem do Westchester County, poznałem młodych, dbających o zdrowie, inteligentnych i wykształconych ludzi. Później przeżyłem szok, kiedy pojechałem do Nowego Jorku – szok wielkiego miasta, dostępność wszystkiego, wszystko kolorowe, a nie szare. Wiedziałem, że zrobię wszystko, żeby ściągnąć tutaj rodzinę”.

Przez dwa lata starali się o paszport dla pani Krystyny i ich małego synka. Pewnego razu usłyszała od urzędnika: “Nie wypuścimy cię, bo takich jak ty potrzebujemy. Starych to możemy z Polski na taczkach wywozić”. “Mój ojciec, który zawsze był emigracji przeciwny, powiedział mi wtedy: ‘Z takiego kraju to ty dziecko uciekaj’” –  wspomina pani Krystyna. W końcu w ramach programu łączenia rodzin wypuszczono ich z Polski. Pierwsze lata spędzili w Kanadzie, gdzie pan Kazimierz otrzymał azyl polityczny w prowincji Quebec.
Ich syn to dziś 28-letni absolwent medycyny, który robi specjalizację z ortopedii. Mają też 15-letnią córkę, tenisistkę. Stworzyli wspaniały dom, w których lokatorami są także dwa psy – pupile pani Krystyny.

Jako marszałkowie

“Jesteśmy bardzo dumni z tego, że zostaliśmy marszałkami parady. Jednak oprócz honoru oznacza to obowiązki. Należy do nich zachęcanie ludzi do wzięcia udziału w paradzie i w poprzedzającym paradę bankiecie. W tym roku odbędzie się on 29 września w Marriott Marquis na Times Square. W trakcie imprezy przedstawiani będą wszyscy marszałkowie z poszczególnych regionów, Miss Polonie różnych kontyngentów, następnie Wielki Marszałek i goście honorowi. W tym roku gośćmi specjalnymi są prof. Maria Siemionow – polska lekarka pracująca w Cleveland Clinic, która jako pierwsza na świecie dokonała prawie całkowitego przeszczepienia twarzy ludzkiej – i kongresman Bill Pascrell. W bankiecie co roku udział bierze nawet 800 osób. Dochód z biletów jest przeznaczany na organizację parady” – tłumaczy pan Kazimierz.

“Parada Pułaskiego to największa za granicą manifestacja polskości na całym świecie” – podkreśla wagę tego wydarzenia pani Krystyna. Nowością, którą chcą wprowadzić do obchodów parady, jest pokazanie jej w publicznej amerykańskiej telewizji. “Zależy nam na tym, żeby zaprezentować naszą grupę etniczną Amerykanom. Co roku w paradzie maszeruje ok. 70 tys. ludzi. Jeszcze więcej jest obserwatorów. Nasza grupa jest bardzo duża, stanowi ponad 3 proc. społeczeństwa Stanów Zjednoczonych. Jednakże nasza siła polityczna jest w stosunku do tego bardzo niewielka. Parada daje możliwość pokazania politykom, ilu nas jest i ile głosów moglibyśmy dostarczyć im w wyborach. I tu jest następny stopień – my musimy w tych wyborach uczestniczyć. Wtedy politycy będą się do nas odnosić z należytym szacunkiem. I tu jest nasz bardzo ważny apel do wszystkich: masz obywatelstwo – zagłosuj, jeżeli masz masz zieloną kartę, zdobądź obywatelstwo i głosuj. Jest to najważniejsza rzecz, którą możemy zrobić dla polskiej wspólnoty” – tłumaczy pan Kazimierz.

“Komitet parady i sama parada są apolityczne – podkreśla – i dlatego mogą służyć jako parasol, pod którym mogłyby się skupić różne polonijne organizacje, aby wspólnie mieć większą siłę polityczną. Dlatego wszystkie powinny wziąć udział w tym olbrzymim polskim święcie”.

Artykul opublikowano w Nowym Dzienniku.

Submit a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>